piątek, 6 maja 2016

Trójkąt bermudzki: candida, pacjent i lekarz

Lekarze wiedzą doskonale czym jest candida albicans, ale rzadko podejrzewają drożdżaka o najgorsze. Uważają, że leczenie objawowe powinno rozwiązać problem. Na stres i przemęczenie zalecają magnez, na zaparcia proponują dietę z błonnikiem itp., itd. Tymczasem pacjent chodzi od gabinetu do gabinetu, spotyka się z kolejnymi specjalistami i dostaje kolejne recepty na poszczególne dolegliwości, które - choć pozornie niepowiązane - mogą mieć jedną wspólną przyczynę. Niektórzy lekarze mają skłonność do wpadania w rutynę i schematycznego postrzegania pacjentów. Poza tym - są ludźmi i nie lubią komplikacji.

Lekarz powinien być świadom, że mamy na temat candidy jakiekolwiek pojęcie. Wówczas trudniej mu będzie zlekceważyć temat i odesłać nas z kwitkiem. Jeżeli trafimy na specjalistę traktującego nas poważnie, prawdopodobnie zostaniemy skierowani na badania krwi lub kału pod kątem infekcji i obecności grzybów. 
Jeżeli lekarz nie zechce wydać skierowania, możemy te badania zrobić sami, chociaż wiąże się to z pewnymi kosztami - jednak, na szczęście, nie przesadnymi.
Podstawa to badanie krwi, dzięki któremu możliwe będzie oznaczenie poziomu przeciwciał IgM oraz IgG. Warto wydać parę złotych więcej i zrobić test na candidę - antygen krążący. Zaletą tego badania jest brak wyników fałszywie ujemnych, czyli zyskujemy stuprocentową pewność, że dobrze zidentyfikowaliśmy wroga.
Warto zrobić także badanie kału. Jeżeli męczą nas infekcje intymne, dobrym pomysłem byłoby zrobienie wymazu z pochwy oraz analiza moczu. 
Tego typu badania znajdziemy w ofercie większości laboratoriów diagnostycznych. 

Leczenie kandydozy u lekarza pierwszego kontaktu nie jest rozwiązaniem, które polecam. Doradzałabym wizytę u immunologa. Odradzam natomiast leczenie się na własną rękę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz